Obudzona przez dźwięk budzika leniwie wstałam z łóżka. Była szósta dzieścięć, więc stwierdziłam, że muszę zacząć szykować się do szkoły. Podeszłam do okna i podniosłam rolety. W głębi serca modliłam się o piękne słońce. Niestety powitała mnie okropna szarówka. Widocznie w Quincy w listopadzie zawsze jest brzydka pogoda. No cóż, tu pewnie cały czas jest brzydka pogoda. Otworzyłam okno i poczułam na twarzy powiew lodowatego wiatru. Porzuciłam więc zamiar pooddychania świerzym powietrzem i udałam się do łazienki. Postanowiłam wziąść szybki prysznic. Uwielbiałam czuć gorącą wodę na swoim ciele. Wieczorne kąpiele i ranne przysznice były moim małym rytułałem. Po wyjściu z łazienki podeszłam do szafy w celu wybrania odpowiedniego stroju do szkoły. Postawiłam na białą bluzkę z rękawkiem 3/4, jeansy, beżowe koturny i beżową ramoneskę. Do tego dobrałam złote kolczyki, białą czapkę i czarną torebkę. Następnie zrobiłam lekki makijaż i uczesałam włosy. Spojrzałam na zegarek, który pokazywał siódmą godzinę, więc szybko zeszłam na śniadanie.
- Dzień dobry - przywitałam mamę, która właśnie jadła śniadanie.
- Cześć skarbie. Siadaj i jedz śniadanie. Tata pojechał już do pracy, ale jak się pośpieszysz to zawiozę cię do szkoły - powiedziała mama.
- Dobrze - odpowiedziałam i usiadłam do stołu. Na śniadanie zjadłam serek homogenizowany i wypiłam ukochane Latte.
- Możemy jechać - uśmiechnęłam się do mamy, kiedy wychodziłyśmy z domu.
- Podoba ci się tu? - zapytała Caren kiedy jechałyśmy przez miasto.
- Los Angeles to nie jest, ale tata ma tu pracę, więc przyzwyczaję się do braku słońca, braku oceanu, braku znajomych, braku Starbucksa. Dam sobie radę, mamo - sama nie wierzyłam w to co mówię.
- Wiem, że to dla ciebie trudne, ale wiem też, że dasz sobie radę - uśmiechnęła się lekko.
Wtedy zatrzymała samochód, a ja zrozumiałam, że dojechałyśmy na miejsce. Quincy High School - moja nowa szkoła. Pożegnałam się z mamą i wyszłam z samochodu. Było tu inaczej niż sobie wyobrażałam. Myślałam, że będzie to jakiś mały budynek, a liceum okazało się dużym gmachem zbudowanym w dość nowoczesnym stylu. Gdy weszłam na dziedziniec zobaczyłam całą masę uczniów. Stali przed wejściem, siedzieli na ławkach, rozmawiali, śmiali się. Tylko ja byłam zupełnie sama. Czego się spodziewałam? Przyszłam do nowego liceum w środku roku szkolnego i to jeszcze do klasy drugiej. Oni wszyscy się już dawno poznali, a ja będę obca. Postanowiłam o tym nie myśleć tylko udać się do dyrektora po plan lekcji i inne potrzebne rzeczy. Jednak coś, a raczej ktoś przykuł mój wzrok. Spojrzałam na chłopaka stojącego koło murku. Wysoki mulat o kruczo czarnych włosach. Bardzo przystojny. Miał na sobie szarą koszulkę z dekoltem wyciętym w serek, czarne spodnie i czarną, skórzaną kurtkę. Palił. Koło niego stała dziewczyna o delikatnych rysach twarzy i włosach w kolorze ciemnego blondu. Jeansowa koszula z ćwiekami, czarne leginsy, czarne botki na wyskokim obcasie i złota biżuterua dodawała jej drapieżności. Była niewyobrażalnie śliczna. Chciałabym wyglądać tak jak ona. Niestety moje 1,72 cm wzrostu i lekko kręcone włosy w średnio określonym kolorze włosy nijak się mają do kanonu piękna. Jednak nie jest mi jakoś źle z moim wyglądem, przyzwyczaiłam się do niego. Nagle spostrzegłam, że chłopak spojrzał się na mnie, więc szybko odwróciłam wzrok i weszłam do szkoły. Cudownie, teraz pewnie pomyśli, że jestem jakąś nachalną wariatką przyglądającą się ludzią z ukrycia. No cóż, trudno. Po wejściu do budynku udałam się do gabinetu dyrektora i otrzymałam wszystkie potrzebne mi dokumenty. Poszłam na pierwszą lekcję - literaturę. Uwielbiałam ten przedmiot. Nauczyciel przedstawił mnie klasie i zajęłam miejsce. Tak minęły trzy pierwsze lekcje.Poznałam Rachel i Nialla. Wydają się całkiem fajni i myślę, że się zaprzyjaźnimy. Z Rachel chodzę na literaturę, angielski i chemię, a z Niallem na angielski, matematykę i historię. Dzięki nim te lekcje będą o wiele fajniejsze, choć nauczyciele też nie są źli.
Przyszedł czas na przerwę na lunch, więc wyjęłam z torby mapkę szkoły, którą dostałam rano i udałam się na stołówkę. Po paru minutach stałam już w ogromnym, zatłoczonym pomieszczeniu. Wszędzie było pełno uczniów, którzy zajmowiali miejsca przy stolikach albo ustawiali się w kolejce. Postanowiłam poszukać końca kolejki do miejsca, gdzie wydają posiłki i zamyślona szłam przez jadłodajnię. Nagle potknęłam się o coś i wpadłam na osobę stojącą przede mną. Okazała się nią mocno umalowana platynowa blondynka średniego wzrostu. Szczerze mówiąc sukienka, którą miała na sobie średnio pasowała na ubranie, w którym przychodzi się do szkoły, ale to tylko moje skrome zdanie. Torba od Michaela Korsa wskazywała na to, że dziewczyna jest bogata. Ale to nie ważne. Ważne jest to, że koło niej stał on. Chłopak, którego widziałam rano. Teraz mogłam mu się przyjrzeć uważniej. Idealne kawowe oczy, długie rzęsy i cudowne brwi w połączeniu z lekkim zarostem były niesamowitą mieszanką.
- Uważaj jak chodzisz, mały rudzielcu - syknęła blondyna.
- Przepraszam - wybełkotałam.
- Przepraszasz? - zaśmiała się dziewczyna.
- No tak - powiedziałam zdezorientowana.
- Chyba nie wiesz jakie tu panują zasady. I chyba nie wiesz kim ja jestem - wściekła się dziewczyna, a mulat tylko się do niej uśmiechnął.
- Potknęłam się i po prostu poleciałam do przodu. Nie zrobiłam tego specjalnie - zaczęłam się tłumaczyć.
- No ja mam nadzieję. Chyba nie chciałabyś mnie zdenerwować? A tak w ogóle to jest jakiś casting na Kopciuszka czy tą katastrofę, którą nazywasz swoim wyglądem masz na codzień - szydziła ze mnie - Zayn, czy nie uważasz, że to biedne, małe, brzydkie kaczątko powinno coś z tym zrobić? Pokazałbyś się gdzieś z taką laską? zapytała nie przestając się śmiać.
- No proszę cię, z kimś takim jak ona - zaśmiał się nie przestając ilustrować mnie wzrokiem.
"Z kimś takim jak ona" - nie wiem dlaczego, ale zabolało mnie, gdy to powiedział.
- Zostaw ją Nicole! Nie widzisz, że jest nowa? Nie zna się jeszcze na twoich gierkach. Ty też odpuść Zayn - usłyszałam głos jakiejś dziewczyny. Gdy się obejrzałam za siebie ujrzałam drobną blondynkę, którą widziałam dzisiaj rano.
- Nie wtrącaj się Lucy - syknęła Nicol.
- Oh, błagam cię Nicole. Rządzisz całą tą budą, ale mi nie będziesz mówiła co mam robić i ją też zostaw w spokoju - uśmiechnęła się ironicznie wskazując na mnie. Te dziewczyny musiały za sobą nie przepadać.
- Jak tam sobie chcesz, Lucy. Chodź Zayn - pociągnęła chłopaka - Widziałam rano z okna jak na niego patrzysz. Odpuść sobie. -kiedy koło mnie przechodziła wyszeptała prawie niesłyszalnie. Byłam pewna, że tylko ja to usłyszałam.
- Hej jestem Lucy - uśmiechnęła się ciemna blondynka.
- Jestem Kylie - powiedziałam.
- Kończę lekcję za dwie godziny, a ty? - zapytała.
- Ja też - odpowiedziałam zaskoczona.
- To fajnie. Może pójdziemy, gdzieś po szkole. Znam niezłą kawiernię. Pogadamy, poznamy się - zaproponowała Lucy.
- Pewnie - uśmiechnęłam się.
- No to widzimy się po szkole. Będę czekać na dziedzińcu - powiedziała i odeszła.
A ja rezygnując z lunchu udałam się w stronę sali geograficznej zastanawiając się co jeszcze przyniesie ten zwariowany dzień.
Przyszedł czas na przerwę na lunch, więc wyjęłam z torby mapkę szkoły, którą dostałam rano i udałam się na stołówkę. Po paru minutach stałam już w ogromnym, zatłoczonym pomieszczeniu. Wszędzie było pełno uczniów, którzy zajmowiali miejsca przy stolikach albo ustawiali się w kolejce. Postanowiłam poszukać końca kolejki do miejsca, gdzie wydają posiłki i zamyślona szłam przez jadłodajnię. Nagle potknęłam się o coś i wpadłam na osobę stojącą przede mną. Okazała się nią mocno umalowana platynowa blondynka średniego wzrostu. Szczerze mówiąc sukienka, którą miała na sobie średnio pasowała na ubranie, w którym przychodzi się do szkoły, ale to tylko moje skrome zdanie. Torba od Michaela Korsa wskazywała na to, że dziewczyna jest bogata. Ale to nie ważne. Ważne jest to, że koło niej stał on. Chłopak, którego widziałam rano. Teraz mogłam mu się przyjrzeć uważniej. Idealne kawowe oczy, długie rzęsy i cudowne brwi w połączeniu z lekkim zarostem były niesamowitą mieszanką.
- Uważaj jak chodzisz, mały rudzielcu - syknęła blondyna.
- Przepraszam - wybełkotałam.
- Przepraszasz? - zaśmiała się dziewczyna.
- No tak - powiedziałam zdezorientowana.
- Chyba nie wiesz jakie tu panują zasady. I chyba nie wiesz kim ja jestem - wściekła się dziewczyna, a mulat tylko się do niej uśmiechnął.
- Potknęłam się i po prostu poleciałam do przodu. Nie zrobiłam tego specjalnie - zaczęłam się tłumaczyć.
- No ja mam nadzieję. Chyba nie chciałabyś mnie zdenerwować? A tak w ogóle to jest jakiś casting na Kopciuszka czy tą katastrofę, którą nazywasz swoim wyglądem masz na codzień - szydziła ze mnie - Zayn, czy nie uważasz, że to biedne, małe, brzydkie kaczątko powinno coś z tym zrobić? Pokazałbyś się gdzieś z taką laską? zapytała nie przestając się śmiać.
- No proszę cię, z kimś takim jak ona - zaśmiał się nie przestając ilustrować mnie wzrokiem.
"Z kimś takim jak ona" - nie wiem dlaczego, ale zabolało mnie, gdy to powiedział.
- Zostaw ją Nicole! Nie widzisz, że jest nowa? Nie zna się jeszcze na twoich gierkach. Ty też odpuść Zayn - usłyszałam głos jakiejś dziewczyny. Gdy się obejrzałam za siebie ujrzałam drobną blondynkę, którą widziałam dzisiaj rano.
- Nie wtrącaj się Lucy - syknęła Nicol.
- Oh, błagam cię Nicole. Rządzisz całą tą budą, ale mi nie będziesz mówiła co mam robić i ją też zostaw w spokoju - uśmiechnęła się ironicznie wskazując na mnie. Te dziewczyny musiały za sobą nie przepadać.
- Jak tam sobie chcesz, Lucy. Chodź Zayn - pociągnęła chłopaka - Widziałam rano z okna jak na niego patrzysz. Odpuść sobie. -kiedy koło mnie przechodziła wyszeptała prawie niesłyszalnie. Byłam pewna, że tylko ja to usłyszałam.
- Hej jestem Lucy - uśmiechnęła się ciemna blondynka.
- Jestem Kylie - powiedziałam.
- Kończę lekcję za dwie godziny, a ty? - zapytała.
- Ja też - odpowiedziałam zaskoczona.
- To fajnie. Może pójdziemy, gdzieś po szkole. Znam niezłą kawiernię. Pogadamy, poznamy się - zaproponowała Lucy.
- Pewnie - uśmiechnęłam się.
- No to widzimy się po szkole. Będę czekać na dziedzińcu - powiedziała i odeszła.
A ja rezygnując z lunchu udałam się w stronę sali geograficznej zastanawiając się co jeszcze przyniesie ten zwariowany dzień.
******
Hej, hej ;) No to mamy pierwszy rozdział naszej historii. Akcja dopiero się rozpoczyna, więc można go nazwać takim wstępem do wstępu ;D Ale mam nadzieję, żę będziecie ze mną. Proszę Was, jeśli to czytacie to komentujcie, bo to mnie bardzo motywuje do dalszej pracy.